wtorek, 22 sierpnia 2017

Początek wszystkiego - Robyn Schneider [recenzja]



Tytuł: Początek wszystkiego
Tytuł oryginału: The Begining of Everything
Autor: Robyn Schneider
Ilość stron: 320
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Moondrive


Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być na początku wszystkiego






Ezra Faulkner jest typowym sportowcem z liceum. Dobrze zbudowany, popularny, przystojny. Ma dziewczynę, która jest uważana za najładniejszą w szkole. Wydaje się, że ma idealne życie. Jednak wkrótce ma wydarzyć się coś, co całkowicie odmieni jego ścieżkę.
Cassidy Thorpe to dziewczyna, która ma własny świat. Nie boi się wyzwań i korzysta z życia jak tylko może. Łapie chwile i kocha przygody, a co najlepsze - zna naprawdę dziwne słowa. 
Co łączy tych dwóch bohaterów? Właściwie to nic. Ich przypadkowe spotkanie wywróci im wszystko do góry nogami. Okazuje się, że nie ma końców - są tylko nowe początki.

"Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie."

Początek wszystkiego to mimo wszystko lekka książka. Bardzo szybko się ją czyta, jest na jeden, ewentualnie dwa wieczory. Spodobała mi się, chociaż na początku zapowiadała się na szablonową powieść. Może wydarzenia nie są jakieś wyszukane, ale nie jest to też typowa książka "niegrzeczny, tajemniczy chłopak poznaje grzeczną i niewinną dziewczynkę". Nic z tych rzeczy. Autorka stworzyła takie pozory, ale to nie to. Niestety, powieść z biegiem wydarzeń staje się bardzo przewidywalna. Na początku jeszcze było zaskakująco, bo sama nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, ale potem wszystko stało się takie oczywiste. Jednakże koniec końców książka jest bardzo dobra i wiele może nauczyć.
"Słowa mogą Cię zdradzić, jeżeli wybierzesz niewłaściwe, albo wyrazić mniej niż powinny, jeśli jest ich zbyt wiele."
Okładka tejże lektury jest klimatyczna. Przedstawia zakochaną parę przy ognisku. Większość okładki pokrywa jednak nocne niebo pełne gwiazd, a jak już dobrze wiecie, jestem zakochana w gwiazdach, dlatego jak dla mnie to dodaje dużo urokliwości. Wygląd zewnętrzny ogółem wydaje się tajemniczy i zachęcił mnie do przeczytania bardziej niż opis.
"Oscar Wilde powiedział kiedyś, że umieć żyć to najrzadsza rzecz na świecie, bo większość ludzi jedynie egzystuje i to wszystko. Nie wiem, czy miał rację, ale wiem, że ja bardzo długo tylko egzystowałem. A teraz zamierzam żyć."

Początek wszystkiego jest doskonałą pozycją na lato. Skłania do refleksji i pokazuje wiele pożytecznych mądrości życiowych. Mimo tego, że na pierwszy rzut oka wydaje się być typowym romansem nie wartym przeczytania, to wcale tak nie jest. Dzięki tej powieści możemy dokładnie zastanowić się nad naszym życiem i jego ewentualną zmianą. Dostrzec to, co naprawdę ważne. Książkę polecam osobom, które chcą od życia czegoś więcej, niż  tylko gonitwę za postawionymi ideałami. Czytając ją, nie tylko zrozumiecie, co się dzieje w okół was, ale również odnajdziecie siebie.


treść:




okładka:





czwartek, 17 sierpnia 2017

Coffe Book Tag


Do tego tagu nominowała mnie Maobmaze.♥ Dziękuję bardzo! Polega on na tym, żeby dopasować książkę do rodzajów kawy. Bez zbędnego pisania, już rozpoczynam.

1. Czarna, czyli książka, w którą nie mogłaś się wkręcić.

Zdecydowanie Naznaczeni śmiercią Veronici Roth. Strasznie nudna. Jeśli chcecie znać moje zdanie na temat tej książki -> tutaj.

2. Miętowa mocca, czyli książka, która staje się bardziej popularna w okresie świątecznym.


Tutaj od razu przyszła mi na myśl książka Podaruj mi miłość. Jest to 12 opowiadań zimowych pisanych przez 12 autorów. Już od dwóch lat chcę ją kupić, ale tak jakoś zawsze wychodzi, że jej nie mam. W te święta muszę koniecznie.

3. Gorąca czekolada, czyli moja ulubiona książka z dzieciństwa.

W dzieciństwie czytałam już dużo książek, więc nie do końca pamiętam, ale wydaje mi się, że jest to Martynka Wandy Chotomskiej.


4. Podwójne esspresso, czyli ksiażka, która trzymała cię na krawędzi fotela od początku do końca.

Illuminae Amie Kaufman i Jay'a Kristoff'a. Jak dla mnie genialna książka, polecam każdemu. Czytałam już wcześniej książki Kaufman i strasznie mi się podobały, więc ogólnie polecam książki tej autorki. Dla ciekawych mojej opinii -> klik

5. Starbucks, czyli książka, którą widzisz wszędzie.

Wszechświat w twojej dłoni autorstwa Cristophe Gelfard. Może dlatego, że jej treść jest ciekawa, a teraz jest jeszcze promowana, bo za miesiąc ma premierę. >recenzja<

6. Hipsterska kawiarnia, czyli książka napisana przez niezależnego autora.

Niestety nie miałam przyjemności czytać jeszcze książki, która została wydana przez niezależnego autora.

7. Przypadkiem dostałam bezkofeinową, czyli książka, po której spodziewałaś się więcej.

Zostań, jeśli kochasz Gayle Forman. Po obejrzeniu filmu bardzo mnie rozczarowała. Od tego czasu nie oglądam filmu przed przeczytaniem książki, bo myślę, że to przez to. Wam też nie polecam.

8. Idealne połączenie, czyli książka lub seria, która była zarówno słodka, jak i gorzka, ale ostatecznie przypadła ci do gustu.


Tutaj idealną pozycją do tego podpunktu wydaje się być seria Czerwona Królowa autorstwa Victorii Aveyard. Nowelka mnie zachwyciła, pierwszy tom bardzo mi się podobał, drugi podobał mi się troszkę mniej, ale trzeci był dla mnie wręcz nudny. Koniec końców jednak spodobała mi się ta seria i czekam na kolejną część.

Na dziś to już koniec. Do wykonania Tagu nominuję:
Martynę 
Julię 
Julkę

Mam nadzieję, że dobrze bawiliście się czytając moje odpowiedzi do tagu, bo ja bawiłam się świetnie. :D

wtorek, 15 sierpnia 2017

Moje zakładki

                                                             

Hej książkoholicy! Dziś pokażę wam moje zakładki - zapewne zauważyliście po tytule posta. Co prawda nie mam ich jakoś niesamowicie wiele, ale mam nadzieję, że obejrzycie z chęcią. Przy każdej zakładce podam też źródło, z którego je zdobyłam.Także zaczynamy!










Zakładki na róg

wykonałam samodzielnie





Zakładki magnetyczne

Zakładka z shopem - moondrive shop
Zakładka z myszką - księgarnia matras
Zakładka "gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje?" -dostałam poprzez uczestnictwo w klubie Ja czytam.





Zakładki tradycyjne nieprzeczytane

Dostałam przy zamówieniu książek na stronie nieprzeczytane.pl



Zakładki moondrive

Zakładka na środku była dołączona do zestawu Illuminae.

Zakładki po bokach znajduję się w Wakacyjnym Moondrive Box'ie.




Zakładki moondrive #2

To te same zakładki co na poprzednim zdjęciu, tylko odwrócone na drugą stronę.









zakładki wydrukowane

Znalazłam na internecie, niestety nie pamiętam już na jakiej stronie. :(









                                         zakładki pocztówki,czyli po prostu pocztówki, które używam jako zakładki.

Pocztówki Illuminae dostałam w pakiecie przy zakupie książki.

Reszta pocztówek + prezent woblink dostałam w Wakacyjnym Moondrive Box'ie








Zakładki naklejki,czyli naklejki, których używam jako zakładki.

Wygrane w konkursie organizowanym przez wydawnictwo moondrive.









To już koniec mojej kolekcji. Myślę, że takie oderwanie się od recenzji, raz na jakiś czas nie jest czymś złym. Koniecznie dajcie znać, czy posiadacie jakieś zakładki takie jak ja!

niedziela, 13 sierpnia 2017

Wszechświat w twojej dłoni - Cristophe Gelfard PRZEDPREMIEROWO [recenzja]




Tytuł: Wszechświat w twojej dłoni. Niezwykła podróż przez czas i przestrzeń.
Tytuł oryginału: The Universe in Your Hand. A Journey Through Space, Time and Beyond.
Autor: Cristophe Gelfard
Ilość stron: 406
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Otwarte

Najpiękniejsza podróż, w jaką kiedykolwiek się udasz.



Książka opowiada kosmosie - kto by się spodziewał, prawda? Obejmuje wszystko, co jest na dzień dzisiejszy wiadome o uniwersum. Zastanawiało cię kiedyś jak to wszystko wygląda, ale odpychające wzory, skomplikowane słownictwo i przerażające opisy skutecznie cię zniechęciły? Jeśli odpowiedziałeś twierdząco, ta książka jest stworzona dla ciebie. Dowiesz się z niej wielu niesamowitych rzeczy od przestrzeni pozaziemskiej do kwantowego świata. I o wiele więcej. Naprawdę będziesz mieć wrażenie, że magia istnieje, a wszystko jest jeszcze bardziej dziwne niż to, co dotychczas znasz. Interesuje cię co jest po drugiej stronie czarnej dziury? Jak powstał wszechświat? Czy ktoś go kiedyś zmierzył? Czy słońce jest największą gwiazdą? Jak zakończy się życie naszej planety? Jesteś ciekaw? Ta książka jest zdecydowanie dla ciebie.
"natura nie pozwala cząstkom pojawiać się samodzielnie - muszą zapłacić za to pewną cenę."

Powiem szczerze, że autor naprawdę bardzo się postarał. Nie spodziewałam się tego, że tak łatwo przyswoję wiedzę, którą zawarł w książce. Stosował wiele zabawnych powiedzeń i porównywał skomplikowane rzeczy do jakichś prostych, wyjętych z życia, co bardzo ułatwiało zrozumienie o czym się w ogóle czyta. Chociaż niekiedy to i tak nie było łatwe. Poznałam też wielu wspaniałych naukowców, którzy ułatwili ludzkości zrozumienie wszechświata. Miałam wrażenie, że to wszystko opowiadał mi kolega podczas swobodnej rozmowy. Sposób, w jaki Gelfard przekazał mi swoją wiedzę jest imponujący. I pomyśleć, że teoretycznie wiem prawie tyle, co wie przeciętny student fizyki kwantowej. Fascynujące. 


"Newton nauczył nas, jak używać słów i wzorów, by opisywać i przewidywać funkcjonowanie świata, który możemy wykryć za pomocą zmysłów. Einstein, wraz ze swoją teorią względności zaprowadził cię jeszcze dalej, ale to nie zmysły pozwoliły ci pójść za nim."

Zawsze miałam słabość do gwiazdozbiorów. Uwielbiam na nie patrzeć. Stąd moje zdanie, że okładka jest po prostu obłędna. Konstelacje gwiazd na tle nocnego nieba, gdzie widać jeszcze tajemnicze kręgi i pojedyncze gwiazdy - a może to atomy w powiększeniu? Podoba mi się też to wzgórze, na którym znajduje się domek. Dodaje cudownego uroku. Aż mam ochotę w nim zamieszkać i całymi dniami patrzeć w niebo, odkrywając wszechświat małymi kroczkami. Do tego logo Wydawnictwa Otwartego jest takie proste i schludne, że ich książki zawsze wyglądają dobrze na półce.


"To co dotychczas wydawało ci się jedynie pustką, zamieniło się w dzikie terytorium falujących pól.[...] Jeśli w świecie kwantowym coś jest możliwe, to się to zdarza."

Wszechświat w twojej dłoni mimo wszystko nie jest pozycją dla każdego. Jest to książka dla osób, które naprawdę chcą pogłębić swoje obeznanie w tym temacie. Jeśli jednak masz ochotę ją przeczytać, a wiesz, że za dużo nauki na raz rozsadzi ci głowę, to możesz czytać ją dorywczo. Wiadomo, że książki naukowej nie czyta się łatwo. Niektóre rozdziały, bardzo mnie nudziły i niemiłosiernie się dłużyły. Niemniej jednak warto było przeczytać tę pozycję i polecam ją każdemu kto uważa, że kosmos to ciekawe miejsce.


treść:




okładka:





za egzemplarz dziękuję wydawnictwu otwartemu. :)

niedziela, 6 sierpnia 2017

Illuminae - Amie Kaufman, Jay Kristoff [recenzja]


Tytuł: Illuminae.illuminae_folder_01
Tytuł oryginału: Illuminae.The Illuminae Files_01
Autor: Amie Kaufman, Jay Kristoff
Ilość stron: 579
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Moondrive

Musisz przeżyć, by ujawnić prawdę.


Po napadzie na planetę Kerenza IV uciekinierów przejmują trzy statki -  Alexander, Hypatia i Copernicus. Pozbawieni domu ludzie pokonują kosmiczną próżnię przez kilka miesięcy, żeby dotrzeć do bezpiecznej przystani. Jednak napastnik ściga ich przez cały ten czas. Muszą uciekać co sił w napędach. Sprawy szybko wymykają się spod kontroli,a  wróg jest coraz bliżej. Czy uda im się dostać do bezpiecznego miejsca, zanim ich dościgną? Czy pasażerowie statku jeszcze kiedykolwiek poczują się bezpieczni?

"To jest do tego stopnia nie twój interes, że nieomal mija horyzont zdarzeń Nie Twojego Interesu i znowu staje się Twoim Interesem."

Nie mam pojęcia, jak  dziękować autorom za to, że miałam możliwość przeczytania tej pozycji. Wow. To było coś. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką piękną, zarówno zewnątrz, jak i wewnątrz książką. Illuminae mnie zniszczyła, totalnie. Śmiałam się z akcji, a na kolejnej stronie już płakałam jak bóbr. Byłam zawiedziona, lecz następna strona przyniosła niesamowite szczęście. Tego nie da się czytać bez emocji, gdy posiadasz ludzkie uczucia. Jeśli chodzi o narracje, to też jest niespotykana - nie było ani jednej strony ze standardową wersją. Zastępują je e-maile, tajne raporty wojskowe, plany, fragmenty kodów komputerowych, nagrania i przeróżne schematy. Poczułam się, jakbym była w samym centrum zdarzeń. Jakbym sama zdobywała dostęp do tych wszystkich niezwykle tajnych informacji.  
"Może odwaga to tylko maska, którą ludzie nakładają na zbiorowe szaleństwo."
Przyszła kolej na ocenę okładki. Co tu dużo mówić, chyba wszyscy widzą, że jest przepiękna. Dużą rolę gra tu obwoluta. W niektórych miejscach jest przeźroczysta, co pozwala wyróżnić fragmenty tekstu, którym zapisana jest okładka. Właściwie nie polecam zapoznawać się z notatką (która znajduje się na oprawie) przed rozpoczęciem książki, bo można się za dużo dowiedzieć,a przecież tak przyjemnie dochodzić do wszystkiego samemu podczas czytania, prawda? Całość jest świetna i tak cudowna, że nie umiem się napatrzeć, naprawdę.
"Ona jest katalizatorem.
Chaosem.
Rozumiem, za co ją kocha."
Wszystko w Illuminae jest perfekcyjnie dograne. Autorzy bardzo zadbali o oprawę graficzną, a także "wystrój" książki. Na stronach można znaleźć wszystko -  od odcisków palców do tła obrazującego uniwersum. Jest też napisana w bardzo ciekawy sposób, nie da się od niej oderwać. Jeśli chociaż odrobinę interesuje was wszechświat, to gorąco polecam. Lepszej kosmicznej książki nie znajdziecie. 

treść:



okładka:



środa, 2 sierpnia 2017

Naznaczeni śmiercią - Veronica Roth [recenzja]




Tytuł: Naznaczeni śmiercią
Tytuł oryginału: Carve the Mark
Autor: Veronica Roth
Ilość stron: 536
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Jaguar

Nie ma miejsca na honor, gdy chodzi o przetrwanie.


 Pewną planetę w odległej galaktyce zamieszkują dwa ludy - Thuvhe i Shotet. Od lat są do siebie wrogo nastawieni, ze względu na odmienność moralności oraz podejścia do życia. Lud Thuvhe - spokojni, opanowani. Ich język brzmi jak melodia. Nazywani cienko skórnymi, nieskorzy do przemocy. Ich ziemię pokrywa lód i jest u nich wiecznie zimno.
Lud Shotet - brutalni, żądni krwi, pragną tylko jednego - aby uznano ich za osobny naród,a  nie grupę buntowników. Jest u nich ciepły klimat. Ich język brzmi jak wypluwane na szybko słowa. 
"Jestem z Shotet. Jestem ostra jak odłamek szkła i tak samo krucha. Opowiadam kłamstwa lepiej niż prawdę. Widzę cała galaktykę, ale nigdy jej nie dostrzegam."
Główni bohaterowie pochodzą z dwóch różnych ludów. Akos z Thuvhe, a Cyra z Shotet. Mimo różnic łączy ich tylko jedno - obaj są dziećmi osób, które pełnią władzę w obu "krajach". Jednak ich losy wkrótce się krzyżują. Czy Akos i Cyra dadzą radę znosić swoje towarzystwo bez bójek? Czy tych dwoje jest w stanie się polubić, jeśli pochodzą z wrogich rodów?
"- Chcesz widzieć ludzi jako skrajności. Dobry albo zły, godny zaufania albo niegodny - powiedziałam. - Rozumiem. Tak jest prościej. Ale to nie zgadza się z rzeczywistością."
Do Naznaczeni śmiercią byłam nastawiona bardzo optymistycznie, ponieważ już wcześniej czytałam książki Veronici Roth i bardzo mi się podobały. Niestety bardzo się zawiodłam. Bardzo źle czytało mi się tę pozycję. Jest bardzo nudna i za długa! Jeszcze dałoby się ją zmęczyć, jakby nie miała ponad 500 stron. Czytałam ją dwa tygodnie, bo nie umiałam się zmusić po ponownego sięgnięcia po nią. W ogóle nie zachęcała mnie do siebie niczym. Trudne imiona, miejsca, jakieś dziwne nawy roślin - to dodatkowo mnie odpychało. Pierwsze strony były straszne do przebrnięcia, prawie nie rozumiałam o czym czytam. Jakieś szakwiaty, piórzyce - o co w ogóle chodzi? Z czasem zrozumiałam, ale myślę, że autorka za bardzo zapędziła się z tym wszystkim.
"Dobrze ją poznałeś. Kiedy kogoś dobrze się zna, trudno go opisać."
Teraz przejdźmy do tego, co mi się spodobało w tej książce. A mianowicie okładka. Wygląda bardzo obiecująco. Tytuł został ciekawie rozmieszczony pomiędzy grafiką i całość ślicznie się komponuje. Posiadam wersję w twardej oprawie i sądzę, że jest dużo ładniejsza niż ta w miękkiej. Jednakże trudniej się czytało, bo przy takiej ilości storn twarda oprawa jest niestety ciężka.
"Jeszcze nigdy nie słyszałam, by ktoś wypowiedział moje nazwisko z takim jadem. Poczułam się wyróżniona."
Zdecydowanie nie polecam Naznaczeni śmiercią. Przeciętna, a nawet poniżej przeciętna książka.  Niestety robię tak, że jak już zacznę coś czytać, to muszę skończyć - niezależnie czy mi się podoba, czy nie. Żałuję, że straciłam na to aż tyle czasu. Po autorce nie spodziewałam się aż tak słabej książki.

treść:



okładka:



_____________
Drodzy książkoholicy! Proszę was o radę, dotyczący cytatów. Bardziej podobał wam się sposób, w jaki dodawałam cytaty w poprzednich postach, czy tak jak teraz? Jeśli jak teraz - czy dobrze czyta się je w tym kolorze, czy mam zmienić na czarny?