Tytuł oryginału: Carve the Mark
Autor: Veronica Roth
Ilość stron: 536
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Jaguar
Nie ma miejsca na honor, gdy chodzi o przetrwanie.
Pewną planetę w odległej galaktyce zamieszkują dwa ludy - Thuvhe i Shotet. Od lat są do siebie wrogo nastawieni, ze względu na odmienność moralności oraz podejścia do życia. Lud Thuvhe - spokojni, opanowani. Ich język brzmi jak melodia. Nazywani cienko skórnymi, nieskorzy do przemocy. Ich ziemię pokrywa lód i jest u nich wiecznie zimno.
Lud Shotet - brutalni, żądni krwi, pragną tylko jednego - aby uznano ich za osobny naród,a nie grupę buntowników. Jest u nich ciepły klimat. Ich język brzmi jak wypluwane na szybko słowa.
"Jestem z Shotet. Jestem ostra jak odłamek szkła i tak samo krucha. Opowiadam kłamstwa lepiej niż prawdę. Widzę cała galaktykę, ale nigdy jej nie dostrzegam."
Główni bohaterowie pochodzą z dwóch różnych ludów. Akos z Thuvhe, a Cyra z Shotet. Mimo różnic łączy ich tylko jedno - obaj są dziećmi osób, które pełnią władzę w obu "krajach". Jednak ich losy wkrótce się krzyżują. Czy Akos i Cyra dadzą radę znosić swoje towarzystwo bez bójek? Czy tych dwoje jest w stanie się polubić, jeśli pochodzą z wrogich rodów?
"- Chcesz widzieć ludzi jako skrajności. Dobry albo zły, godny zaufania albo niegodny - powiedziałam. - Rozumiem. Tak jest prościej. Ale to nie zgadza się z rzeczywistością."Do Naznaczeni śmiercią byłam nastawiona bardzo optymistycznie, ponieważ już wcześniej czytałam książki Veronici Roth i bardzo mi się podobały. Niestety bardzo się zawiodłam. Bardzo źle czytało mi się tę pozycję. Jest bardzo nudna i za długa! Jeszcze dałoby się ją zmęczyć, jakby nie miała ponad 500 stron. Czytałam ją dwa tygodnie, bo nie umiałam się zmusić po ponownego sięgnięcia po nią. W ogóle nie zachęcała mnie do siebie niczym. Trudne imiona, miejsca, jakieś dziwne nawy roślin - to dodatkowo mnie odpychało. Pierwsze strony były straszne do przebrnięcia, prawie nie rozumiałam o czym czytam. Jakieś szakwiaty, piórzyce - o co w ogóle chodzi? Z czasem zrozumiałam, ale myślę, że autorka za bardzo zapędziła się z tym wszystkim.
"Dobrze ją poznałeś. Kiedy kogoś dobrze się zna, trudno go opisać."Teraz przejdźmy do tego, co mi się spodobało w tej książce. A mianowicie okładka. Wygląda bardzo obiecująco. Tytuł został ciekawie rozmieszczony pomiędzy grafiką i całość ślicznie się komponuje. Posiadam wersję w twardej oprawie i sądzę, że jest dużo ładniejsza niż ta w miękkiej. Jednakże trudniej się czytało, bo przy takiej ilości storn twarda oprawa jest niestety ciężka.
"Jeszcze nigdy nie słyszałam, by ktoś wypowiedział moje nazwisko z takim jadem. Poczułam się wyróżniona."Zdecydowanie nie polecam Naznaczeni śmiercią. Przeciętna, a nawet poniżej przeciętna książka. Niestety robię tak, że jak już zacznę coś czytać, to muszę skończyć - niezależnie czy mi się podoba, czy nie. Żałuję, że straciłam na to aż tyle czasu. Po autorce nie spodziewałam się aż tak słabej książki.
treść:
okładka:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz